Skrzyknęliśmy się.
Spotkanie tradycyjnie w piątek wieczorem. Ognisko już czekało. A my czekaliśmy na Jarka. Przyjechał! Karniaki. Kilka..... Poszliśmy spać.
Ranek słoneczny i mglisty. Aleeeeeee zanim zjedliśmy i ogarnęliśmy co i jak, to zrobiło się cieplutko, słonecznie, bajecznie. Ruszyliśmy w sad. Rwanie w skrzynie i skrzynki. Skrzynie na sok, skrzynki na skup i tak do końca dnia. Koniec dnia to nie jest zbyt odległa godzina, koniec dnia to jak tylko ściemniło się. W międzyczasie były marsze do wodopoju, wodopój czasami przychodził do sadu. Była przerwa na tradycyjne danie obiadowe rwaczy czyli spaghetti.
Wieczorem kolacja przy ognisku iiiiiiii tadam Magdaleny urodziny. Ładne okrągłe. Był tort i świeczki i sto lat i jeszcze raz. Zabawa trwała, nie powiem, że do rana, ale trwała długo.