
10-13-06-2004
Mój pierwszy własnoręcznie zaplanowany spływ!
Jaka dumna jestem, że się udało. Szkoda, że przez durne zaliczenia nie mogłam być do końca, ale mustangi i leniwce lub jak kto woli derkacze i baki bawili się świetnie!
link do kilku zdjęć ze spływu Biebrzą
Sztabin - Dębowo - Dolistowo - Wroceń - Osowiec
start w Sztabinie, na polu namiotowym właściciela kajaków. Przed północą udało nam się wszystkim zjechać na miejsce. Ognisko na nas czekało, bo na polu było dwóch zmarzniętych kajakarzy. Nie z naszej grupy. Pieczone kiełbaski, piwo i śpiew. I tak do godzin rannych. A gdy mieliśmy dość śpiewania to spaliśmy w drewnianych namiotach. Oj chyba nigdy tak nie zmarzłam. W nocy zakładałam buty, żeby było cieplej w śpiworze :)
Cały dzień na wodzie. Mamy 21 km do przepłynięcia. Trochę zimno, bo pada i trochę kiepsko bo wiatr w oczy. Biebrza nie ma nurtu, a gdy wiatr jest w oczy to ma się wrażenie, ze pomimo wiosłowania płynie się do tylu. Nie ma jak wyjść na brzeg bo wokoło torfowiska i człek się zapada. Płynie się wąską rzeką wśród sitowia i trzcin czy jakiejś innej roślinności.
Po południu jesteśmy w Dębowie. Nocleg na polu za śluzą. Gdzieś wyczytałam, że obok śluzy mieszka małżeństwo, które sprzedaje pyszne pierogi i maja banie. Skorzystaliśmy. Bania super a pierogi mniamniusne. Polecam.
Drugi dzień - do Wrocenia
Dzień trochę cieplejszy i przyjemniej się płynie, nawet porozbieraliśmy się do opalanka.
...i tu dla mnie spływ się skończył. Musiałam wracać na egzaminy.
Reszta popłynęła dalej, do Osowca gdzie zwiedzali Twierdze Osowiec. O! jak tu ciekawie
nasza ekipa: 13 szt :)Dora, Daga i ja, Bidon i Basia, Stas i Ruda, Artur i Justa, Szczodry i Roni, Ewa i Krzyś

