od 12 do 14 VIII
Sulęczyno - Parchowo - Soszyca - Gołębia Góra
Sulęczyno - Parchowo
Sulęczyno "Kajlandia" tu musimy trafić. Jedziemy kilkoma samochodami. Każdy wyjechał o innej godzinie i o innej dociera do celu. Ci którzy osiągnęli cel, telefonicznie informują pozostałych, co widać na drodze, gdy chce się dotrzeć bez błądzenia i oczywiście późną nocą czyli przed 24, po tradycyjnym błądzeniu jesteśmy na miejscu.
Pochmurno.
Rano odbieramy kajaki 7 dwójek i 1 jedynkę a jest nas tylko 11, reszta przyjedzie wieczorem.
Odpuściliśmy sobie słynną Rynnę Sulęczyńską bo leniwi jesteśmy i mało wody w rzece.
Oprócz nas na wodę szykuje się tłum kajakarzy. Z uwagi, że nas mało, hehe, to nas przepuścili i hurrrrra płyniemy! Płynę sama dwójka, ale wyzwanie, mniejsze niż pływanie jedynka.
link do zdjęć ze spływy - Słupia
eksperyment
Wieczorem jesteśmy koło leśniczówki w Parchowie. Wcześniej dzwoniłam do leśniczego, czy możemy nocować na „jego” polanie. Nie ma problemu. Teraz czekamy, aż przyjedzie czwórka naszych znajomych i nieznajomych. Jarek i cztery Anie :) Przyjechali. Powitanie a po chwili padliśmy – spać!
Leśniczówka w Parchowie - Soszyca
Rano skorzystaliśmy z uprzejmości leśniczego i zagotowaliśmy sobie wodę na herbatę, pogadaliśmy z jego żoną i pooglądaliśmy ich zwierzaki. Po śniadaniu manewry samochodowe, czyli kierowcy odprowadzili auta na nocleg, a jednym wrócili. Wsiadamy w kajaki i spływamy stąd. Najnudniej i najciężej płynie się przez jezioro, a przed nami Jeź. Żukowskie. Mozolnie, prawa, lewa i przepłynięte. Zdjęcie:
Przed nami kanał doprowadzający wodę do elektorowni Struga. Obok kanału „miły” pan zaproponował nam przewóz kajaków za jakieś duże pieniądze i nie ma przebacz, musimy skorzystać z jego oferty. Nie prawda. Wcześniej zadzwoniłam do elektrowni i dostałam pozwolenie na płyniecie kanałem i jeszcze na zwiedzanie elektrowni. Płyniecie kanałem to super zabawa. Z wody widać, że na brzegu rosną grzyby. Co robimy? Jedno płynie w kajaku a drugie zbiera grzyby. Był moment, że płynęłam dwoma kajakami. Grzyby będą na kolację. Dopływamy do elektrowni. Chwila na zwiedzanie, bo bilety co łaska. Ciekawie.
Teraz trzeba kajaki znieść na wodę, która płynie trochę niżej.
widoczek:
Dopływamy do Soszycy. Rozbijamy namioty. Przychodzi jakiś dziwny pan i żąda zapłaty za nocleg. Niby pole namiotowe Parku Krajobrazowego Słupi, a jednak łąka prywatna. Dziwne? Płacimy. Tu mamy imprezkę. Diabły mają swoją pół-rocznicę. Na kolację prawdziwa UCZTA. Jak nigdy. Są grzyby duszone, kurczak z grilla, ziemniaki z grilla, kiełbasy i inne takie smakowite oraz piwo i inne%. W nocy awantura. Kolega z kolegą? Miłość? Oj chyba nie. Próbuje pozbyć się awanturników, uśpić ich lub coś innego, ale to powoduje pobudkę całego naszego obozowiska.Ups, przepraszam :)
Soszyca – Gołębia Góra
Rano pobudka i radosne wspominanie nocnego incydentu. Wypływamy. Rzeka cudna. Nie zbyt wymagająca a malownicza. Anki się wywalają. Przewróciła ich maleńka gałązka. Ale miała siłę.
Mamy jedynkę i każdy próbuje na niej pływać. Próbuje i szybko pozbywa się tego kajaka. W dwójce to można się lenić a jedynka bez wiosłowania nie popłynie. Dopływamy do Gołębiej Góry. Koniec spływu za mostem. Tu trochę szybszy nurt i wiry. I co? Ewcia, która płynęła jedynką, nurkuje. Uff, Pawelec wyciągnął ją z wody. Oddajemy kajaki. Wsiadamy w samochody i jazda do Łeby.
Jeszcze tylko zdjęcie naszej bandy:
Łeba – plażowanie i nałykanie się jodu. Pa, pa i do zobaczyska
Nasza obsada kajakowa: ja i Roni, Ania i Pawelec, AniaM i AniaJ, Ewa i Krzyś, Marta i Marcin, Ania i Jarek, Szczodry, Krzysiek i Sylwek.