Spotykamy się w stanicy w Bieńkach. Część z nas przyjeżdża wieczorem, część przyjedzie jutro rano. Piękna długa noc, nocne Polaków rozmowy i pomimo, ze sobie rozbiłam namiot, nie mogłam w nim spać bo inni w nim polegli. Super się śpi na karimacie pod gołym niebem.
Rano dostajemy kajaki. Pakowanie i odstawiamy samochody do Babięt, na nocleg. Czekając na kierowców zalegamy w pobliskim barze. Wrócili. Możemy odpływać. Odpływamy. Po kilkunastu machnięciach kajak Pipersa i Mojżesza wywraca się, nabiera wody i idzie na dno. Nie miał komór wypornościowych. Chłopaki stojąc w wodzie wylewają wodę z kajaka. Spanikowaliśmy wszyscy!
link do kilku zdjęć ze spływu - Krutynia
i takie cudo z naszego spływu zrobiła picasa :)
BABIĘTA - ZGON (23 km)
te 23 km po jeziorach, to wieczorem był prawdziwy zgon :) Na polu namiotowym małe zamieszanie. Nie mają miejsc, po krótkim wyjaśnieniu, ze dzwoniłam, ze rezerwowałam, możemy rozbijać namioty a nawet gdybyśmy chcieli to domki dostaniemy. Nie chcemy :)))
ZGON – KRUTYŃ
Rano zabieram 3 sztuki i zmykamy. Pozostali płyną dalej. wieczorem pogoda nad Krutynią się psuje
Ekipa: ja i Karolina, Krzyś i Daga, Pipers i Mojżesz, Ania i Pawelec, Ewcia i Krzyś, Ania M i Ania J, Dobruchowscy, Żaki, Marta i Marcin, Magda oraz Asia i Krzysio i kolega Magdy i jego syn, Roni, Szczodry, Artur, Wojtek i dziewczyna z czerwonymi rękami :) nie pamiętam imienia.
zdjęcia: nasze