Rozsyłam maila i monitorujemy pogodę. Zima jest i będzie. Kulig będzie w sobotę o 12, w samo południe.
W piątek wieczorem jedziemy do Karoliny i Norberta, ja, Madzia i Edzia. W sobotę wita nas słoneczny ranek.
Przyjeżdża reszta ekipy, Jarek z Aniami i Lenką, Sylwia z Grzesiem i Klaudią, Marcin z Natalką i Pawelce, cała czwórka.
O 12 zaczynamy przygotowania. Mamy dwie duże sanie (jedne mniejsze, drugie większe) a do tego kilka małych saneczek. Na sanie pakujemy koce, kocyki, jadło i picie na ognisko i suche drewno na ognisko. Norbert podpina konie mechaniczne w postaci "360", chyba tak się nazywa traktor.
Jedziemy!!! Cała 18 rozlokowana na saniach i saneczkach.
Kilka zdjęć dla pamięci.
Ostre wejście w zakręt
To moment gdy moje żebra są już obite i musimy dogonić sanki. Na szczęście sanki czekają na nas.
A tu co się dzieje. Małe saneczki ciągną duże? To tylko pomysł na ocieplenie klimatu.
Zwieńczeniem kuligu było ognisko. Pieczenie kiełbasek i jabłek, mniam!, ciepły grzaniec z termosu. Mniam! Po 15-tej zaczęło słońce zachodzić i zrobiło się zimniej, 9C. Wracamy.
Było kilka wywrotek. Mam obite żebra, Jarek zbity bark, pozostali nie uskarżali się.




