sobota, 23 lipca 2016

Świder po raz ósmy - spływ XXVIII

I dzień
Trasa – Wola Karczewska – Mlądz
Dystans – 11 km, czas około 4 godz.

II dzień - albo albo
Trasa – Mlądz – Józefów (plaża)
Dystans – 6 km, czas około 2 godz.

Trasa – Mlądz – Józefów (ujście Świdra)
Dystans – 11,5 km, czas około 5 godz.

Po wielu dniach przygotowań i ustaleń, wyłoniła się lista płynących. Tak, tak, udało nam się zebrać załogę na 14 kajaków. 13 kajaków mamy z mostowej i 1 od river squad.
Lista płynących: Ania, Paulinka, Oliwka, Roni, ja, Ewa, Magda, Krzyś, Marcin, Natalka, Marta, Adaś, Agnieszka, Maksio, Krzyś, Auguścik, Sylwia, Grześ, Piotrek, Misiek, Piotrek i Kacper, Gosia, Klaudia, Agnieszka, Patrycja, Luiza z Jackiem?



a tu reszta zdjęć ze spływu, z mojego aparatu
w niedzielę popłynęli z nami Mariusz i Magdy kolega Tomek

Na działce pozostali Paweł, Gosia, Gaja, Karolina, Norbert, Antoś.
36 osób przewinęło się przez działkę!

Tradycyjnie w piątek pojawiliśmy się na działce u Pawelców. Rozbijanie namiotów i inne takie czynności a później nastał czas grillowania i gadania. I tak zastał nas świt. Hahaha nie udało się świtu zobaczyć, usnęliśmy wcześniej.
Sobota - zaczynamy o 12:00 z mostu w Woli Karczewskiej. Płynie 14 kajaków. Rzeka fajna trochę kamieni, trochę więcej kamieni i tak do Mlądza. Pierwszy kajak, Marcin z Natalką dopłynęli w ciągu 3 godz a reszta trochę później. Po kierowców przyjechał Norbert, a po nas kierowcy. Jak zwykle zabrakło aut i nie udało mi się wsiąść. Idziemy tzn. aby nie stać pod wypożyczalnią wychodzimy na przeciw temu kto po nas przyjedzie czyli Norbert. Tym razem idę z Ewą i Ronim. Wieczorem tradycyjnie ognisko i imieniny Anny.

Niedziela - Płynie 12 kajaków. Mała roszada w kajakach. Dziś płyną Mariusz i Tomek, a nie płynie Marta z Adasiem i Aga z Auguścikiem. Nadal nie płynie silna grupa pilnująca działki czyli Gaja i Antoś i inni.
Wyjeżdżamy z działki około 11:30. Tuż po 12 wsiadamy w kajaki i hajda ku przygodzie. Z początku było całkiem fajnie, tylko czasami było płytko. Dużo zwalonych drzew i inne tym podobne atrakcje. Jeden most kolejowy, pod którym mieliśmy spuszczać ostrożnie kajaki a udało nam się spłynąć. Pierwsza odważna dwójka to Agnieszka z Patrycją. Trafiliśmy Na płyciźnie zrobiliśmy sobie postój. Było wesoło. Nikt nie był suchy.
Plan był taki, ze dopływamy do plaży w Józefowie i zastanawiamy się co dalej. Na plaży i w wodzie tłum. Jednogłośnie stwierdzamy, ze płyniemy dalej. Kolejny most i szybkie spłynięcie. Czym blizej było do Wisły tym więcej było płycizn i wychodzenia i chodzenia z kajakiem. Pod przedostatnim mostem miałam kryzys i chciałam, już! teraz! kajaki oddawać, ale że rozciągnęliśmy się i okazało się, że do ostatniego mostu na Świdrze jest już blisko, popłynęliśmy... na zmianę z pospacerowaliśmy.