Powrót na Pilicę. Jakby ktoś zapomniał jak było, to proszę, oto link do Pilica jak to się umawialiśmy i opisy rzeki. Przeczytałam to co tam jest i jakoś opis rzeki mi się nie zgadza z tym co pamiętam, ale... czas zaciera pewne rzeczy. A tu link do tego co pamiętam ze spływu Pilicą wraz ze zdjęciami. Hmmm, nie dużo napisane czyli zbyt wiele nie pamiętam?
Ten opiszę znacznie lepiej. Zaczynamy!!!
Bo Ania zapytała Anię czy coś robimy, bo można by było, więc Ania zapytała mnie, czy można by tak do Krzętowa? Można. I oto. W czworakach miejsc nie ma, ale kajaki mają i nam wypożyczą, 25/os z dowozem. Noclegi - możemy się rozbić na polu/kempingu. Jest tam wyremontowany pawilon z łazienkami i kuchnią. I co się okazało w trakcie szukania noclegów? Maja domki. Nocujemy! tzn. ci co im w namiocie zimno śpią w domkach - link do noclegów - domki-nad-pilica.pl
W piątek zjeżdżamy się wszyscy. Małe zamieszanie z domkami, bo nie ma 3 czwórek, ale za to są dwójki. Przenosimy łóżka z dwójki do dwójki i już jest czwórka i dodatkowo mamy pusty domek. Szkoda tak zostawić pusty domek, ładujemy się do niego z materacami. Obok domku mamy miejsce na ognisko/grill, na terenie kempingu chłopaki znajdują drewno i mamy ognisko/grill. A po chwili mamy grilowaną kiełbasę i kaszankę i chleb i integracja rozpoczęta.
Sobota - śniadanie, gadanie bo to pierwszy dzień spływu. Mieliśmy ochotę na Czarną Włoszczowską, ale dowiedzieliśmy się, że tam wody nie ma. Pozostaje Pilica. Zaczynamy nie tak jak poprzednio w Maluszynie, zaczynamy w Studzinku, bo... bo jesteśmy 9 lat starsi?, bo jesteśmy bardziej leniwi?. Do przepłynięcia 12 km. Wywozimy siebie na start, kierowcy wracają na kemping. Wypożyczalnia ma ich przywieźć razem z kajakami. Zdziwienie! Kierowcy przyjeżdżają autem bez kajaków, bo kajaki już czekają na starcie. Kajaki takie sobie, drewniane wiosła, oj dawno już nie miałam drewnianego wiosła w garści. Rozpakowanie kajaków, zapakowanie się w kajaki i start! Dzień słoneczny, Pilica lajtowa. Miodzio. Kilka postojów na kąpiel. Dzieciaki i my zachwyceni! Dopływamy do Krzętowa. Jeden kajak nabiera wody - do wymiany. Leniwe zakończenie dnia czyli kąpiele, zakupy, zbieranie drewna na ognisko/grill, później mecze tenisa stołowego bo był stół w świetlicy... i w takim tempie dotrwaliśmy do 02:30.
Niedziela - śniadanie, gadanie i... ustalamy krótką trasę na dzisiejszy dzień. Pogadałam z właścicielem kajaków o wymianie kajaka i o trasie. Dziś kończymy w Białym Brzegu - 9km. Zaczynamy ok 12:00, tylko nie wszyscy. Kajak przeciekający zaczyna później, po wymianie na nieprzeciekający. Po 2 km postój na kąpiel. Dzieci i Ania zachwycone. Dziś też piękna pogoda, lajtowa rzeka i leniwe płynięcie. Po drodze, po rzece, na rzece, po trasie, mijamy stado dziwnych krów, takie jak w Szkocji i chyba to było szkockie bydło górskie - Highland. Krowy pasły się w wodzie - albo zażywały kąpieli - patrzyły na nas ze stoickim spokojem, my z trochę mniejszym spokojem na nie. Dopłynęliśmy do Białego Brzegu, czyli nie popłynęliśmy dalej niż do drutów, które były rozpięte na słupach, a słupy po dwóch stronach rzeki, brzeg stromy i na prawym brzegu stał dom. To był znak, że spływ kończymy. Endomondo powiedziało nam, że płynęliśmy 2,10 godz, 11 km i spaliliśmy 1000 kcal. Teraz tylko telefon do wypożyczalni, aby po nas przyjechali. Dzieci i Ania znów w wodzie! Po jakimś czasie dzwoni miła pani z wypożyczalni gdzie jesteśmy, bo w Przedborzu to ona nas nie widzi. Nie widzi, bo my czekamy w Białym Brzegu. Po chwili już odjeżdżają kajaki i kierowcy, którzy po nas maja wrócić. I znów na jesteśmy na kempingu. Powoli zaczynamy się rozjeżdżać.
W drodze do domu natknęliśmy się na protest 400kV czyli oni protestują na głównej drodze a my zostaliśmy puszczeni na objazd po okolicznych wioskach.
Jak obiecałam szczegółowo, to opisałam szczegółowo!
Ekipa - 9 kajaków i pozostali: ja, Magda, Ewa, Ania, Asia, Rafał, Ania, Jarek, Lenka, Ania, Paweł, Paulinka, Oliwka, Ania, Artur, Mati, Michaś, Ania, Michał, Kuba, Piotruś, Karolina, Norbert, Antoś, Łukasz, Kasia.