sobota, 8 października 2016

Jabłkobranie jabłek :)

Nic nie pomogło zrywanie jabłek w zeszłym roku, w tym też się pojawiły. Pojawiły i to w ogromnej, ogromnej i jeszcze raz ogromnej ilości i ogromnej wielkości. Jabłek było w bród.



Skrzyknęło się kilka osób a kilka nie mogło z przyczyn osobistych się skrzyknąć z tymi co się skrzyknęli. Kilkoro skrzykniętych przybyło na pole boju w piątek wieczorem, reszta przyjechała w sobotę. Sobota tego roku była brzydka. Szaro, buro i ponuro! Jednak, nie ma co narzekać, jak już jesteśmy skrzyknięci to robotę czas zacząć.
Chłopcy wsiedli na traktor i zawieźli jedna skrzynie (bins-a) w sad. Potem kolejną i kolejną. 21 skrzyń miało być zapełnionych pięknymi jabłkami na sok.
Poszliśmy ławą a może ławicą i rwaliśmy, i rwaliśmy, i trzęśliśmy, i zbieraliśmy i tak aż nastał czas obiadu. Na obiad dziewczyny przygotowały cud, miód, malinę. Kuchnia wydała "spaghetti bolognese" Mniam.
Po obiedzie wyszło słońce... na chwilę. Tak tylko, aby chciało nam się wrócić do przerwanego zajęcia. Rwania, trzęsienia i zbierania. I tak aż do nocy. Na nasze szczęście, w październiku noc nadchodzi szybko.
A nocą jak to mamy w zwyczaju robimy ognisko! Było ognisko, śpiewy i tańce. Było też snucie planów na przyszłość... Andrzejki, wakacje w CRO i wiele innych.

Ranek niedzielny. Senny, leniwy i nie wiem jak u innych, ale u mnie bolesny. Każdy mięsień mnie bolał. Poszłam w sad i jak ręką odjął... chciałabym tak napisać.
Dziś dokończyliśmy "duży" sad. Była też chęć zaczęcia "małego" ale jakoś nie udało się.
A na obiad były pyszne naleśniki, już stało się tradycją, że młodzież robi naleśniki.

Uczestnicy:
w piątek: Karo, Norbi i Antoś już czekali. Ja, Magda i Ruda. Ewa z Gosią i Gają, Piotrek z Alą i Miśkiem, Sylwia z Grzesiem i Klaudią.
sobota ranek: Dora i Krzyś, Ania, Jarek i Lenka,  Marta, Marcin, Natalka i Adaś, Roni, Justyna, Krzysiek i  Natalka, Ania i Amelka, Agnieszka, Robert - 32 osoby, 21 dorosłych + 11 (2 maluchy, 5 młodszej młodzieży i 4 młodzieży)