No jak to tak? Czerwiec i nie ma spływu. Myślałam, że uda się doczekać do tradycyjnego, lipcowego na Świdrze. Nie. Nie udało się. Jarek zadzwonił i namieszał.
Wracamy na Wkrę. Kilka maili i powoli zbiera się ekipa. Zbiera się i to całkiem nie mała. Mam już 9 kajaków obsadzone i kilka osób niepłynących, a do tego dwie prywaty! Uzbierało się nas 28 osób, 11 dzieciaków i 17 to reszta.
Plan jest taki, że zrobimy III i IV etap z 2012 roku, czyli:
sobota - Kępa --> Sobieski - ok 19km wg wypożyczalni (17km wg pamięci z 2012) tj ok 6h płynięcia
niedziela - Sobieski --> Joniec - ok 7 km (tu się zgadzamy :)
Jest tu jeszcze sauna, jest chęć skorzystania.
Lubie, gdy wokoło coś się dzieje... przy okazji zabieram znajomych... bez nich nie byłoby tak fajnie! Uzupełniamy się :)A tu jest album naszych poczynań, tak ku pamięci :)
sobota, 18 czerwca 2016
poniedziałek, 23 maja 2016
Paryż - ciekawe doświadczenie :)
jak to się zaczęło kliku klik
1 dzień pieszo przez Paryż
2 dzień Disneyland Disneyland i dla małych i dla dużych
co to jest, każdy wie
sobota, 23 stycznia 2016
Kulig!!! Kulig!!!
Jest 16 stycznia i zima do nas zawitała. Karolina o 8 rano stwierdziła: robimy kulig! O nie. Nie dzisiaj, zróbmy za tydzień. OK.
Rozsyłam maila i monitorujemy pogodę. Zima jest i będzie. Kulig będzie w sobotę o 12, w samo południe.
W piątek wieczorem jedziemy do Karoliny i Norberta, ja, Madzia i Edzia. W sobotę wita nas słoneczny ranek.
Rozsyłam maila i monitorujemy pogodę. Zima jest i będzie. Kulig będzie w sobotę o 12, w samo południe.
W piątek wieczorem jedziemy do Karoliny i Norberta, ja, Madzia i Edzia. W sobotę wita nas słoneczny ranek.
sobota, 3 października 2015
Jabłkobranie 2015
Skrzyknęliśmy się.
Spotkanie tradycyjnie w piątek wieczorem. Ognisko już czekało. A my czekaliśmy na Jarka. Przyjechał! Karniaki. Kilka..... Poszliśmy spać.
Ranek słoneczny i mglisty. Aleeeeeee zanim zjedliśmy i ogarnęliśmy co i jak, to zrobiło się cieplutko, słonecznie, bajecznie. Ruszyliśmy w sad. Rwanie w skrzynie i skrzynki. Skrzynie na sok, skrzynki na skup i tak do końca dnia. Koniec dnia to nie jest zbyt odległa godzina, koniec dnia to jak tylko ściemniło się. W międzyczasie były marsze do wodopoju, wodopój czasami przychodził do sadu. Była przerwa na tradycyjne danie obiadowe rwaczy czyli spaghetti.
Wieczorem kolacja przy ognisku iiiiiiii tadam Magdaleny urodziny. Ładne okrągłe. Był tort i świeczki i sto lat i jeszcze raz. Zabawa trwała, nie powiem, że do rana, ale trwała długo.
Spotkanie tradycyjnie w piątek wieczorem. Ognisko już czekało. A my czekaliśmy na Jarka. Przyjechał! Karniaki. Kilka..... Poszliśmy spać.
Ranek słoneczny i mglisty. Aleeeeeee zanim zjedliśmy i ogarnęliśmy co i jak, to zrobiło się cieplutko, słonecznie, bajecznie. Ruszyliśmy w sad. Rwanie w skrzynie i skrzynki. Skrzynie na sok, skrzynki na skup i tak do końca dnia. Koniec dnia to nie jest zbyt odległa godzina, koniec dnia to jak tylko ściemniło się. W międzyczasie były marsze do wodopoju, wodopój czasami przychodził do sadu. Była przerwa na tradycyjne danie obiadowe rwaczy czyli spaghetti.
Wieczorem kolacja przy ognisku iiiiiiii tadam Magdaleny urodziny. Ładne okrągłe. Był tort i świeczki i sto lat i jeszcze raz. Zabawa trwała, nie powiem, że do rana, ale trwała długo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
